czwartek, 22 listopada 2012

Whatever, nevermind

  Lubię posiedzieć sobie w dowolnym miejscu na mieście i przyglądać się ludziom. Kawa z kubka termicznego, zeszyt, długopis i miejsce do siedzenia, to jest to !
Niekiedy przeszywam ich wzrokiem i wyobrażam sobie o czym myślą, w jakich są nastrojach, czy ktoś na nich czeka, czy kochają, czy są kochani i przede wszystkim czy są szczęśliwi !
Porównując Stalową Wolę, gdzie 9 na 10 osób szło ze spuszczoną głową, wyglądali na przybitych i zmęczonych. W Rzeszowie jest trochę lepiej , tylko tutaj 9 na 10 osób jest zabieganych , w ich oczach widzę pustkę i nicość. Ale nie dziwię się im, bo czuję się tak samo. Nawet gdy się nie spieszę to i tak gdzieś biegnę. Czas tak szybko leci, nie ma go na wiele rzeczy. 
 Jeszcze ta pogoda, wiecznie ciemno. Wolałabym już śnieg, te oświetlone lampkami ulice, przystrojone bombkami i choinkami. Tandeta, ale na mnie to działa. 
 Ostatnio czuje się przybita i samotna. Czuje, że pewna osoba się ode mnie odwraca, nie wiem, może powinnam po pewnym incydencie wyzwać, że jest ch*jem i zabawił się moimi uczuciami. Ale moim zdaniem to nie na tym polega, nie potrafiłabym tak. Chciałam utrzymać kontakt i go nie urywać, ale się oddala i jest mi z tego powodu przykro. Jak zwykle chciałam dobrze, a jest źle.
  Jedynie czego teraz chce to osoby, z którą pójdę na kawę, do kina, na spacer, lub zrobię tej osobie omleta i będziemy oglądać denne filmy pod kocem. 
  Siedzę na religii, zamiast uczyć się słówek na francuski to piszę i słucham Florence and the Machine.



Ostatnio wszystko dla mnie jest whatever and nevermind.
















2 komentarze: